O DROBNYCH PRZYJEMNOŚCIACH OSTATNICH DNI I NIE TYLKO


The events of recent weeks have turned our lives upside down, thus forcing us to change the mode and the ways in which we have operated so far. When many of us spent most of our lives away from home; at work, at school, shopping, meeting friends, or other extracurricular activities such as swimming pool, gym, horse riding (I could count it on and on), so now enclosed in four walls we have enough time to take care of ourselves, our relationships with loved ones, but also to be with ourselves and indulge in favourite pleasures.

Active life, both professional and social, often makes us forget about what we really enjoy, or simply lack the time or strength. We often try to compensate ourselves with excessive purchases, in the hope that material things will fill the emptiness that envelops us. Few years ago I wrote about how often we lose ourselves in everyday life so much that we lack the joy of ordinary mundane activities. I can say on my example that at some stage of my life I drank coffee in a take-out cup, most often in a hurry running to the underground, or late for classes, because in Starbucks there was a queue again (the charms of living in a metropolis), a meeting with my family took place on skype, or limited to a phone call, because the week is not made of rubber and I had a university, work, blog and social life to handle. Shopping with friends gave way to online shopping, because it was faster and easier, and besides, shopping in stores began to tire me. Books and fashion magazines piled up on shelves in anticipation of "tomorrow", when I would find time to look at them, and when it came, I often lost the thread, because my thoughts were already somewhere else.

From the perspective of today, I see how much has changed in my life (and I don’t mean the quarantine). In recent years I have especially learned to enjoy small things. I have written to you many times to celebrate even those little moments, because as someone once wrote in a comment under one of the old articles "If great happiness, for some reason, did not happen to, you have to put them together out of small happiness." I never believed that this is the way to enjoy life than I do now. In today's post you will find a few words about my little pleasures, what is ordinary but allows me to relax. Most importantly, all the elements contained in this post have been with me for many years, so you can say that they are old, but I keep coming back to them and that indicates something.

.  .  .  .

Wydarzenia ostatnich tygodni wywróciły nasze życia do góry nogami zmuszając nas tym samym do zmiany trybu oraz sposobu w jaki do tej pory funkcjonowaliśmy. Kiedy wielu z nas większość życia spędzało poza domem; a to w pracy, w szkole, na zakupach, na spotkaniach z przyjaciółmi, czy na innych zajęciach dodatkowych takich jak basen, siłownia, jazda konna (mogłabym tak wymieniać w nieskończoność), tak teraz zamknięci w czterech ścianach mamy wystarczająco czasu aby zadbać o siebie, nasze relacje z bliskimi, ale też pobyć z samym sobą i oddać się ulubionym przyjemnościom. 

Aktywne życie zarówno to zawodowe jak i towarzyskie, często sprawia, że zapominamy o tym co tak naprawdę sprawia nam przyjemność, albo zwyczajnie brakuje nam na to czasu czy siły. Często staramy się zrekompensować to sobie nadmiernymi zakupami, w nadziei, że materialne rzeczy wypełnią jakoś pustkę, która nas ogarnęła. Kilka lat temu pisałam Wam już o tym jak często zatracamy się w codziennym życiu tak bardzo, że zaczyna nam brakować tej radości ze zwykłych przyziemnych czynności. Sama na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że na pewnym etapie swojego życia, piłam kawę w kubku na wynos najczęściej w pośpiechu biegnąc na metro, albo spóźniona na zajęcia, bo przecież w Starbucksie znowu była kolejka (uroki życia w metropolii), spotkanie z rodziną odbywało się na skype, albo ograniczało do rozmowy telefonicznej, bo przecież tydzień nie jest z gumy a ja miałam na głowie uczelnię, pracę, bloga i jeszcze życie towarzyskie do ogarnięcia. Zakupy z koleżankami ustąpiły miejsca zakupom online, bo tak szybciej i łatwiej a poza tym chodzenie po sklepach zaczęło mnie męczyć. Książki i magazyny modowe piętrzyły się na półkach w oczekiwaniu na „jutro”, kiedy to znajdę czas aby do nich zajrzeć, a kiedy już nadchodziło, to często gubiłam wątek, bo myślami byłam już zupełnie gdzieś indziej. 

Patrząc z perspektywy dzisiejszego dnia, widzę jak wiele w moim życiu się zmieniło (i to bynajmniej nie przez kwarantannę). Przez ostatnie lata szczególnie nauczyłam się czerpać radość z małych rzeczy. Wielokrotnie pisałam Wam o tym aby celebrować nawet te małe chwile, bo jak kiedyś ktoś napisał w komentarzu pod jednym ze starych wpisów „Jeżeli wielkie szczęście, z jakichś powodów, nie stało się twoim udziałem, trzeba sobie je poskładać z małych szczęść". Teraz jak nigdy wierzę, że to właśnie jest droga do czerpania radości z życia. W dzisiejszym wpisie znajdziecie zatem kilka słów o moich drobnych przyjemnościach, tym co zwyczajne, ale pozwala mi się zrelaksować. Co najważniejsze, wszystkie elementy zawarte w tym wpisie są ze mną od wielu lat, więc można powiedzieć, że są stare, ale nadal do nich wracam a to o czymś świadczy. 


1. Coffee-flavoured mornings for a better start of the day.
"Day without a coffee is a lost day" is probably one of the sentences that throughout all the years of blogging and Instagram accounts, I have used the most times. However, it seems to me that only since I was a mother the word 'coffee' take on a new meaning. First of all, it is a drink that gives me energy (especially when my daughter decides to get up at 4 am) and secondly, when thanks to the kindness of my parents who are looking after their granddaughter at that time, I can enjoy an uninterrupted moment for myself with cup of coffee. Only recently, however, coffee has become a real pleasure and I am already in a hurry to explain why. Even before I got pregnant I had a capsule coffee machine at home. At the time it seemed to me that it was the best purchase of my life and I can enjoy coffee at home as if it were a real barista. When I got pregnant, my husband became upset and forbade me to drink this coffee. Coffee in a capsule of unknown origin and powdered milk turned out to be a terminating point. In this way, the coffee flew for sale and I went to the cafe every day, or at least every other day, because how could I cope without a coffee ... Finally, I learned to do latte without a coffee machine at your home. The whole process is much more time-consuming, but tastes better than in not one cafe! :)

1. Poranki o smaku kawy na lepszy początek dnia.
„Dzień bez kawy dniem straconym” to prawdopodobnie jedno ze zdań, które przez wszystkie lata prowadzenia bloga oraz konta na Instagramie, przewinęło się najwięcej razy. Wydaje mi się jednak, że dopiero od kiedy jestem mamą słowo ‘kawa’ nabrało nowego znaczenia. Po pierwsze jest to napój, który ma dodawać mi energii (szczególnie, kiedy moja córeczka postanowi wstać o 4 rano) a po drugie, kiedy to dzięki życzliwości moich rodziców, którzy w tym czasie opiekują się wnuczką, mogę delektować się niczym nie zmąconą chwilą dla siebie. Dopiero niedawno jednak kawa stała się prawdziwą przyjemnością i już śpieszę wytłumaczyć Wam dlaczego. Jeszcze zanim zaszłam w ciąże miałam w domu ekspres do kawy na kapsułki. Wtedy wydawało mi się, że był to najlepszy zakup mojego życia i mogę w domu delektować się kawą jak od prawdziwego baristy. Kiedy zaszłam w ciążę, mój mąż jednak się zbulwersował i zakazał mi picia tej kawy. Kawa w kapsułce niewiadomego pochodzenia i do tego mleko w proszku okazało się być kropką nad i. Tym sposobem, ekspres poleciał na sprzedaż a ja codziennie, albo przynajmniej co drugi dzień wybierałam się do kawiarni no bo jak tak bez kawy… W końcu jednak nauczyłam robić latte bez ekspresu w swoim domowym zaciszu. Cały proces jest znacznie bardziej czasochłonny, ale smakuje lepiej niż w nie jednej kawiarni! :) 


The recipe is simple: I personally use espresso maker to brew coffee on gas coffee must be quite strong, in addition I heat milk in a pot ( around ¾ of the cup from which I will drink), which I then pour into a French press (it is a coffee brewer, which press the coffee grounds to the bottom), in which I froth the milk (just press the strainer vigorously several times to the bottom of the press and back up.) Pour the finished milk into the cup and then pour the coffee (the proportions in this case depend on the size of the mug / cup) , but usually between 50 and 100 ml of coffee) and voila.


Przepis jest prosty: osobiście stosuję imbryczek do parzenia kawy na gazie (kawa musi być dosyć mocna, do tego w garnuszku podgrzewam mleko (jakieś ¾ filiżanki, z której będę piła), które następnie przelewam do praski francuskiej (to zaparzacz do kawy, w którym za pomocą sitka dociskamy fusy na spód), w której spieniam mleko (wystarczy kilka razy energicznym ruchem docisnąć sitko do dna praski i z powrotem do góry). Gotowe mleko przelewam do filiżanki a następnie wlewam kawę (proporcje w tym wypadku zależą od wielkości kubka/filiżanki, ale z reguły jest to między 50 a 100 ml kawy) i voila

2. "Audrey at home" - recipes, photos and private stories from the life of Audrey Hepburn.
There are books that I like to come back to, and "Audrey at home" by Luc Dotti belongs to them. You've probably seen this book in a photo here on the blog or on Instagram, but I've never told you about it. Purchased on impulse, it accompanies me to this day. Rich in beautiful photos, recipes and private stories, where Audrey Hepburn is shown not from the side of the great star that everyone admired, but from that ordinary woman, wife and mother who knew well how important it is to create and maintain a family. This book told by son of Audrey Hepburn is a unique piece in which he shares the story of his beloved mother, their home, apartment in Rome and the Swiss estate La Paisible, about a private and fulfilled life that won with Hollywood and the splendour of the spotlights.

Childhood and tender memories of son about his mother, family, anecdotes, quotes from private letters, meticulously written and collected by the Hollywood star, as well as wonderful recipes for favourite dishes and a whole lot of previously unpublished photos from the home archive. The warmth from this book makes you want to come back to it. Most importantly, it shows what Audrey Hepburn was really like.

"I know it sounds terribly uninteresting, but my vision of paradise is Robert and both my sons at home - I hate separation - and dogs, a good movie, a tasty meal ... I'm really in the seventh heaven when it happens. (...) As a child, I wanted to have a house with a garden, and it came true. "

Audrey Hepburn

2. „Audrey w domu”, czyli przepisy, zdjęcia i prywatne historie z życia Audrey Hepburn.
Są takie książki, do których lubię wracać i „Audrey w domu” autorstwa Luca Dotti do nich należy. Zapewne widzieliście ją już na jakimś zdjęciu tutaj na blogu, bądź na Instagramie, ale nigdy Wam więcej o niej nie mówiłam. Zakupiona pod wpływem impulsu towarzyszy mi po dziś dzień. Bogata w piękne zdjęcia, przepisy oraz prywatne historie ukazuje Audrey Hepburn nie od strony wielkiej gwiazdy, którą wielbili wszyscy, ale od tej zwyczajnej kobiety, żony i matki, która dobrze wiedziała jak ważne jest tworzenie i podtrzymywanie domowego ogniska. Ta książka opowiedziana przez syna Audrey Hepburn to wyjątkowa opowieść, w której dzieli się on historią o ukochanej mamie, ich domu, mieszkaniu w Rzymie i szwajcarskiej posiadłości La Paisible, o prywatnym, spełnionym życiu, które wygrało z Hollywood i blaskiem jupiterów. 

Dziecięce i czułe wspomnienia syna o mamie, rodzinie, anegdoty, cytaty z prywatnych listów, skrupulatnie spisywane i gromadzone przez gwiazdę Hollywood oraz wspaniałe przepisy na ulubione dania i całe mnóstwo wcześniej niepublikowanych zdjęć z domowego archiwum. Ciepło jakie bije z tej książki sprawia, że chce się do niej wracać. Co najważniejsze ukazuje jaka naprawdę była Audrey Hepburn. 

„Wiem, że to zabrzmi strasznie nieciekawie, ale moja wizja raju to Robert i obaj moi synowie w domu – nie znoszę rozstań – i do tego psy, dobry film, smaczny posiłek… Jestem naprawdę w siódmym niebie, kiedy to się zdarza. (…) Jako dziecko chciałam mieć domek z ogrodem, i to się ziściło.” 

Audrey Hepburn




3. Home and the smell of fresh flowers and baked cake.
Since I was a child I have loved Christmas because I associated it with the smell of joy, waiting and baked cakes. Over the years, especially when I moved out of the house and started my own family, I realized that I was responsible for what my home would be like and how my children would remember it one day. Fortunately, I inherited my passion for baking cakes in my genes, so very often (especially on Friday) when my husband came back from work after opening the door to the house he felt the smell of baked cake, which in passing after time began to remind him of the beginning of the weekend.

Cake, however, is not the only element that I make sure that it often appears in our home. I love flowers, so you can often see them in the pictures. Each season of the year, however, has its own rules, so in the case of spring or summer the matter is much simpler. Fresh twigs of apple tree or blooming lilac will beautifully decorate the flat and add fragrance. Last weekend passed under the smell of lilac and apple pie under crumble (this is probably the simplest and fastest cake recipe I have ever tried in my life), the recipe, you will find below.

3. Dom a zapachu świeżych kwiatów i pieczonego ciasta.
Od kiedy byłam mała uwielbiałam Święta Bożego Narodzenia, bo kojarzyły mi się z zapachem radości, oczekiwania i pieczonych ciast. Przez lata, szczególnie kiedy wyprowadziłam się z domu i założyłam własną rodzinę, zdałam sobie sprawę, że to ja sama jestem odpowiedzialna za to z czym będzie się kojarzyć mój dom i jak kiedyś zapamiętają go moje dzieci. Na szczęście zamiłowanie do pieczenia ciast odziedziczyłam w genach, dlatego bardzo często (szczególnie przy piątku) mój mąż wracając z pracy po otworzeniu drzwi do domu czuł zapach pieczonego ciasta, co mimochodem po czasie zaczęło przywodzić mu na myśl rozpoczynający się weekend. 

Ciasto to jednak nie jedyny element, o który dbam aby często gościł w naszym domu. Uwielbiam kwiaty, dlatego często możecie je zobaczyć na zdjęciach. Każda pora roku rządzi się jednak swoimi prawami, dlatego w przypadku wiosny czy lata sprawa jest znacznie prostsza. Świeże gałązki jabłonki, czy kwitnący bez pięknie ozdobią mieszkanie i do tego ten zapach. Miniony weekend minął nam pod zapachem bzu właśnie i szarlotki pod kruszonką (jest to chyba najprostszy i najszybszy przepis na ciasto z jakim przyszło mi się w życiu zmierzyć), której przepis znajdziecie poniżej.


APPLE PIE WITH CRUMBLE

1 tablespoon (14 g) butter
5 golden delicious or reneta apples, peeled, without seed nests, diced about 1 cm
Half a lemon juice
¾ cup (150 g) of brown sugar
1 teaspoon (6 g) ground cinnamon

CRUMBLE

180 g flour
120 g of cane sugar
120 g butter, diced
Vanilla ice cream or fresh cream to serve


SZARLOTKA Z KRUSZONKĄ

1 łyżka (14 g) masła
5 jabłek golden delicious lub reneta, obranych, bez gniazd nasiennych, pokrojonych w kostkę ok. 1 cm
Sok z połowy cytryny
3/4 szklanki (150 g) brązowego cukru
1 łyżeczka (6 g) zmielonego cynamonu

KRUSZONKA
180 g mąki
120 g cukru trzcinowego
120 g masła, pokrojonego w kostkę
Lody waniliowe lub świeża śmietana do podania


How to prepare:
Heat the oven to 200C. Brush the dish / baking tin with butter (24 cm).
Melt the butter in a large saucepan, add apples, lemon juice, sugar and cinnamon. Fry for 2 minutes, then put out the fire (I fried until the apples softened a little).
Prepare the crumble in a large bowl: combine flour and cane sugar and butter very quickly. Pour apples into the prepared baking dish. Cover the apples with a layer of crumble. Bake 30 minutes. When the top turns golden, remove from the oven and let it cool.
Serve warm apple pie with vanilla ice cream or whipped cream.


Jak zrobić:

Rozgrzej piekarnik do temperatury 200C. Posmaruj masłem naczynie/formę do pieczenia (24 cm).
Rozpuść masło w dużym rondlu, dodaj jabłka, sok z cytryny, cukier i cynamon. Smaż przez 2 minuty, po czym zgaś ogień (ja smażyłam aż jabłka odrobinę zmiękły).
W dużej misce przygotuj kruszonkę: bardzo szybko połącz mąkę z cukrem trzcinowym i masłem. Wlej jabłka do przygotowanego naczynia do pieczenia. Zakryj jabłka warstwą kruszonki. Piecz 30 minut. Kiedy wierzch nabierze złotej barwy, wyjmij z piekarnika i przestudź.
Podawaj szarlotkę na ciepło, z lodami waniliowymi lub bitą śmietaną.

4. Caring for the skin: a good cosmetic is the basis.
I like to combine useful with pleasure. Caring for appearance often requires a small sacrifice from us, which is difficult in such a busy world. The old principle of good looks is consistency. Moisturized skin means drinking a lot of water and regular use of creams and the same applies to our hair, nails, etc. I have a few proven pearls in my beauty shelf, which I would like to share with you today. I have had all these products for a very long time and I only buy new packaging when the old ones run out so I think that it is the best recommendation for cosmetics in itself.

4. W trosce o skórę, czyli dobry kosmetyk to podstawa. 
Lubię łączyć przyjemne z pożytecznym. Troska o wygląd często wymaga od nas nie małego poświęcenia, co w tak zagonionym świecie w jakim żyjemy bywa trudne. Stara zasada dobrego wyglądu to konsekwentność. Nawilżona skóra to picie dużo wody i regularne stosowanie kremów i to samo tyczy się naszych włosów, paznokci itd. Mam kilka sprawdzonych perełek w swojej kosmetyczce, którymi pragnę się dzisiaj z Wami podzielić. Wszystkie te produkty mam już od bardzo dawna i tylko kupuję nowe opakowania, kiedy stare się skończą a to najlepsza rekomendacja dla kosmetyków sama w sobie. 



I have always liked to make a home SPA on the weekend. A long bath in the tub, body scrub and face mask, which I held for at least 20 minutes with impunity. I don't know how visible the effects on my skin were, but mentally and physically I felt very relaxed. When I became a mum, I have much less time for all pleasures, but that does not mean that I decided to neglect my body. During pregnancy, I limited the use of some cosmetics (including peeling with hyaluronic acid), but now I'm catching up. Therefore, I present to you some of my proven and really recommendable products; 

Od zawsze lubiłam robić sobie przy okazji weekendu domowe SPA. Długa kąpiel w wannie, peeling ciała i maseczka na twarz, którą bezkarnie trzymałam co najmniej te 20 minut. Nie wiem jak widoczne były efekty na mojej skórze, ale psychicznie i fizycznie czułam się bardzo zrelaksowana. Kiedy zostałam mamą czasu na wszelkie przyjemności jest znacznie mniej, ale nie oznacza to, że postanowiłam zaniedbać swoje ciało. Podczas ciąży ograniczyłam stosowanie niektórych kosmetyków (w tym peeling z kwasem hialuronowym), ale teraz nadrabiam zaległości. Przedstawiam Wam zatem kilka moich sprawdzonych i naprawdę godnych polecenia produktów; 


Multi-Active sugar peeling by Phenomé is the best face peeling I have ever tried. It is strong enough to cope with all impurities and problems that appear on my skin, and it moisturizes and smells great. It is enriched with oils, strawberry and olive stones. According to the manufacturer, it is an ideal exfoliating and nourishing product with the following application: after massaging into face leave the product for 15-20 minutes, rinse and apply cream. Personally, I try to treat my skin with such a peeling at least once a week and with good gusts I manage to do it twice :).

Peeling cukrowy Multi-Active marki Phenomé to najlepszy peeling do twarzy jaki przyszło mi wypróbować. Jest wystarczająco silny aby poradzić sobie ze wszelkimi zanieczyszczeniami oraz problemami pojawiającymi się na mojej skórze a do tego dobrze nawilża i obłędnie pachnie. Jest on wzbogacony olejkami, pestkami truskawek i oliwek. Jak mówi producent to idealny preparat złuszczający i jednocześnie odżywiający o następującym zastosowaniu: po masażu twarzy zostawić produkt na 15-20 minut, spłukać i nałożyć krem. Osobiście staram się zafundować skórze taki peeling co najmniej raz w tygodniu a przy dobrych porywach to i dwa razy :). 


Another product is also from Phenomé (actually every product I have / have had from them is worth recommending) is Anti-Aging hand therapy - a sugar hand cream. Frequent contact of our hands with water (washing dishes or washing hands - especially recently with antibacterial soaps) has a very bad effect on the condition of the skin in this place, which is why I try to use the cream regularly. I have already tried a whole bunch of different products and, except that, I did not fall into a particular delight over another cream (and I immediately say that this is not a sponsored post, only my own subjective opinion). This product absorbs quickly, leaves hands smooth and soft to the touch and has a very handy packaging that I can easily take anywhere (unfortunately from what I see it is currently unavailable, but it is worth checking the store's assortment, because it may return soon. When it comes to Phenomé products, I also recommend you a sugar body scrub (which I won't show you because it just finished).

Kolejna perełka również jest od marki Phenomé (właściwie to każdy produkt jaki od nich mam/miałam jest godny polecenia) to Anti-Aging hand therapy – cukrowy krem do rąk. Częsty kontakt naszych dłoni z wodą (a to mycie naczyń, czy mycie rąk – szczególnie w ostatnim czasie i to jeszcze mydłami antybakteryjnymi) ma bardzo zły wpływ na kondycję skóry w tym miejscu, dlatego staram się regularnie stosować krem. Wypróbowałam już naprawdę całą masę różnych produktów i za wyjątkiem tego, nad innym kremem nie wpadłam w jakiś szczególny zachwyt (i od razu mówię, że nie jest to wpis sponsorowany tylko moja własna subiektywna opinia). Produkt ten szybko się wchłania, pozostawia gładkie i miękkie w dotyku dłonie a do tego ma bardzo podręczne opakowanie, które z łatwością mogę wszędzie zabrać (niestety z tego co widzę jest obecnie niedostępne, ale warto sprawdzać asortyment sklepu, bo może niedługo wróci do sprzedaży. Jeżeli chodzi o produkty Phenomé, to polecam Wam jeszcze cukrowy peeling do ciała (którego Wam nie pokażę, bo akurat mi się skończył). 


Returning to face cosmetics, my next two pearls are from The Ordinary (from which, as you remember, I still have serum foundation and I still maintain my satisfaction with this product) and they are The Ordinary - Lactic Acid 10% + HA - Lactic acid peeling and hyaluronic acid, whose properties shallow wrinkles, narrow pores, lighten discolorations and smooth shallow scars and The Ordinary - Ascorbyl Glucoside Solution 12% - brightening serum with vitamin C. Both cosmetics are 100% vegan packed in glass bottles, the size of which they certainly won't go to waste.

Wracając do kosmetyków do twarzy, to moje kolejne dwie perełki są od marki The Ordinary (z której jak pamiętacie mam jeszcze fluid i nadal podtrzymuję swoje zadowolenie tym produktem) i są to The Ordinary – Lactic Acid 10% + HA – Peeling z kwasem mlekowym i kwasem hialuronowym, którego właściwości spłycają zmarszczki, zwężają pory, rozjaśniają przebarwienia i wygładzają płytkie blizny oraz The Ordinary – Ascorbyl Glucoside Solution 12% – rozjaśniające serum z witaminą COba kosmetyki są w stu procentach wegańskie opakowane w szklanych buteleczkach, których wielkość sprawi, że z pewnością nam się nie zmarnują.


The last product I have been using for a few years is Long 4 lashes eyelash serum. It was recommended to me by my cousin's wife long before the wedding. At the time, I wanted to improve their condition and I saw the effects on my cousin's wife, which was perfect proof for it. There is only one rule - for something to be effective, it must be used regularly as I mentioned above. I have always had a problem with being consistent, especially when you had to wait a long time for results. This is how I started using the serum and yes, eyelashes improved, but I never used it rigorously every day (rather when I remembered it), so the effects were not as spectacular as on my cousin's wife. It was only when I started struggling with hair falling out after pregnancy that I disciplined myself to regular care for it and at the same time began to use eyelash serum every day (i.e. around the beginning of March when quarantine began). With a hand on my heart, I can say that the effects have exceeded my wildest expectations (it is probably also due to the fact that now I put less make up and the eyelashes have rested a bit).

Ostatnim produktem, który w sumie stosuję już od kilku lat jest serum do rzęs Long 4 lashes. Poleciła mi ją żona mojego kuzyna na długo przed ślubem. Chciałam wtedy poprawić ich kondycję a widziałam efekty u żony kuzyna co było dla mnie idealnym dowodem na jej działanie. Jest tylko jedna zasada – aby coś było skuteczne, musi być stosowane regularnie tak jak wspominałam wyżej. Od zawsze miałam raczej problem z byciem konsekwentnym szczególnie kiedy na rezultaty trzeba było długo czekać. Tym oto sposobem odżywkę zaczęłam stosować i owszem, rzęsy się poprawiły, ale nigdy nie stosowałam jej rygorystycznie każdego dnia (raczej wtedy, kiedy mi się o niej przypomniało), dlatego efekty też nie były aż tak spektakularne jak u żony kuzyna. Dopiero kiedy zaczęłam borykać się z wypadającymi po ciąży włosami zdyscyplinowałam się do regularnej troski o nie i przy okazji zaczęłam codziennie stosować odżywkę do rzęs (czyli mniej więcej od początku marca kiedy zaczęła się kwarantanna). Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że efekty przeszły moje najśmielsze oczekiwania (to pewnie również zasługa tego, że teraz rzadziej się maluję przez co rzęsy trochę odpoczęły). 









If someone told me a year ago that we would find ourselves in a situation where going out for buns would be a perfect excuse for a walk, because we can't afford other forms of leaving the house, I certainly wouldn't believe it. Due to the fact that fashion plays a quite important role on this site, let me say a few words about it as well. As in all of the above-mentioned areas I value old proven things, so in fashion this principle also works for me. I have shown you the same things many times in modified sets, as well as today's outfit, which actually was a nice stepping stone when walking to leggings or tracksuits is a collection of things that I've had in my wardrobe for centuries (except for the sandals that I bought last year). The shirt is so old that I can't count. On the back has light greasy stains from the olive, which I made while I wore it during the holidays (it was a form of cover during the evening cold on hot days), but I like it very much and I still wear it. The jeans were not as bright as in the pictures, they just washed for so many years: D. However, they are proof that if I like something, even if I bought ten other pairs, I would still wear the same. The same applies to every sphere of our lives. Therefore, let's use each day as much as possible, because in the end these little things will give us the most joy.

Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że znajdziemy się w takiej sytuacji, w której wyjście po bułki będzie idealnym pretekstem do spaceru, bo na inne formy wyjścia z domu nie będziemy mogli sobie pozwolić, to z pewnością bym nie uwierzyła. Z uwagi na to, że moda odgrywa dość istotną rolę na tej stronie, pozwolę sobie powiedzieć kilka słów również na jej temat. Tak jak we wszystkich wyżej wymienionych dziedzinach cenię sobie stare sprawdzone rzeczy, tak w modzie również ta zasada się u mnie sprawdza. Wiele razy pokazywałam Wam te same rzeczy w zmodyfikowanych zestawach tak i również dzisiejszy strój, który właściwie stanowił miłą odskocznię podczas spaceru do leginsów, czy dresów jest zbiorem rzeczy, które posiadam w szafie od wieków (za wyjątkiem klapek, które kupiłam w zeszłym roku). Koszulę mam już tyle lat, że nie jestem w stanie zliczyć. Na plecach posiada lekkie tłuste plamy od oliwki, którą stosowałam podczas wakacji, na którą zakładałam tą właśnie koszulę (forma okrycia podczas wieczornego chłodu w upalne dni), ale bardzo ją lubię i nadal chętnie noszę. Jeansy wcale nie były takie jasne jak na zdjęciach, tylko zwyczajnie sprały się przez tyle lat :D. Są jednak dowodem na to, że jeżeli coś lubię to nawet gdybym kupiła dziesięć innych par, nadal nosiłabym te same. To samo tyczy się każdej sfery naszego życia. Dlatego korzystajmy z każdego dnia ile się da, bo na koniec to te małe rzeczy zapewnią nam najwięcej radości. 





Ściskam!
M.




Comments

  1. Piękny i wartościowy post. Dobrnęłam do samego końca. Faktycznie coś w tym jest, że obecna sytuacja sprawia, że zaczynamy doceniać najprostsze czynności, zdarzenia, sytuacje. Sama napisałam wczoraj na ten temat na blogu. ;)
    Moje wspomnienia z dzieciństwa to też zapachy. Masz rację z tym, że to my teraz odpowiadamy za wspólnie tworzony dom i to jak on będzie się kojarzył po latach. Mój ukochany jest okropnym łasuchem, jego mama co chwilę piecze jakieś ciasta. Ja sama muszę wyrobić w sobie nawyk pieczenia, chociażby właśnie takiego weekendowego ciasta. Uwielbiam pięć, ale robię to tak rzadko, przez brak czasu... Teraz wiem, że to tylko wymówka, wystarczy dobrze zorganizować swój czas. :) dziękuję też za polecenie kosmetyków, aktualnie szukam dobrego peelingu do twarzy, na pewno sprawdzę Twoja propozycję. I na koniec jeszcze jedno słowo: Outfit super, uwielbiam taką klasykę i minimalizm. :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję bardzo! Doskonale to rozumiem. Sama też kiedyś w taki sposób podchodziłam do gotowania i pieczenia ciast. Wydawało mi się, że pochłonie mi to cały dzień aż w końcu zrozumiałam, że chodzi o moje chęci a nie o czas. Trzymam kciuki żeby i Tobie udało się znaleźć złoty środek :) Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za odwiedziny! Mam nadzieję, że zagościsz u mnie jeszcze nie raz :)

      Delete
  2. Po pierwsze - przepiękne zdjęcia! <3 Teraz jest duży szał na The Ordinary. Moim zdaniem mają lepsze i gorsze produkty. Moim ulubieńcem jest krwawy peeling (świetny), natomiast chwalone serum z wit. C mi się w ogóle nie sprawdziło - wydawalo mi się okropnie tłuste, nie widziałam też niestety rezultatów.
    A co do odżywek do rzęs - u mnie niestety, po Long4Lashes, nie było żadnych efektów (a przynajmniej ja ich nie spostrzegłam). Po jakimś czasie znowu zainteresowałam się tematem i kupiłam Nanolash, no i tutaj już zupełnie inna bajka. Rzęsy wyrosły naprawdę piękne. Fajna sprawa i na pewno dodaje trochę pewności siebie :-) Pozdrawiam!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję! Ja poznałam markę The Ordinary już ponad pięć lat temu, ale w ostatnim czasie rzeczywiście zrobił się prawdziwy szał na ich produkty. Peelingu nie próbowałam, ale zdaje się, że muszę go wypróbować. Dla mnie witamina C jest super. Myślę, że z witaminą C jak i z większością kosmetyków - wszystko zależy od naszej cery. Nie wszystkie produkty są dla każdego typu skóry. Może kwestią jest też sama witamina C. Próbowałaś z innej marki? To prawda, piękne rzęsy dużo robią!
      Pozdrawiam ciepło! :)

      Delete
  3. Twoje wpisy czyta się zawsze z ogromna przyjemnością! I zdjęcia takie piękne!

    ReplyDelete
    Replies
    1. ALeż mi miło! Dziękuję bardzo! :):*
      Ściskam!

      Delete

Post a comment

Instagram

FOLLOW @MAKESITSIMPLE ON INSTAGRAM
© 2019 MAKES IT SIMPLE | All rights reserved. Contact