THE LOOK: BLACK PUFFER JACKET FOR A STROLL IN THE NEIGHBOURHOOD


jacket  // kurtka – Asos

turtleneck // golf – H&M 

jeans // jeansy - Mango

gloves // rękawiczki - Asda

hat // czapka - MLE Collection 

boots // buty - UGG


Today's look was supposed to look completely different, but because in England we still have a lockdown and I only go for a walk outside of shopping, dressing up in a sophisticated outfit for the purposes of the blog session seemed to me definitely out of place, especially that today's set is the truest version what I'm wearing lately. Anyway, it's winter, a strong wind is raging outside the window that want to tear my head off, so at least I'm warm :). I must admit, however, that I shuffle my legs at the thought of spring, hoping that the lockdown will end and I will be able to put on something more original. For now, I am leaving you with my yesterday's look, i.e. one of the ugliest and warmest shoes and a puffer jacket, because what else?

 

. . . .

 

Dzisiejsze stylizacja miała wyglądać zupełnie inaczej, ale ponieważ w Anglii ciągle mamy lockdown a ja poza zakupami wychodzę jedynie na spacer, przebieranie się w wyszukaną stylizację na potrzeby sesji na bloga wydało mi się zdecydowanie nie na miejscu, w szczególności, że dzisiejszy zestaw jest najprawdziwszą wersją tego co ostatnio noszę. Zresztą, jest zima, za oknem szaleje silny wiatr, że głowę chce urwać, więc przynajmniej jest mi ciepło :). Nie ukrywam jednak, że przebieram nogami na myśl o wiośnie z nadzieją, że lockdown się skończy a ja będę mogła włożyć coś bardziej wyjściowego. Póki co zostawiam Wam mój wczorajszy zwyklaczek, czyli jedne z najbrzydszych a zarazem najcieplejszych butów i kurtkę puchową, no bo co innego? 

SŁUCHAJ GŁOSU SERCA: O DROBNYCH PRZYJEMNOŚCIACH NA ZIMOWE DNI


Gdyby kilka lat temu, ktoś powiedział mi, że dzisiaj będę całe dnie spędzać w domu, nie uwierzyłabym. Po pierwsze, sam lockdown wywołany pandemią, nigdy nie przyszedłby mi wtedy do głowy, a po drugie chociaż dom to od zawsze moje najbezpieczniejsze miejsce, w którym zwyczajnie mogę być sobą, lubiłam jednak aktywnie spędzać czas. Szczególnie od momentu, kiedy zamieszkałam w Londynie, każdą wolną chwilę spędzałam na odkrywaniu tego miasta, które jak większość stolic, ma wiele do zaoferowania. Ciekawe jest to, jak bardzo zmienia się nasza perspektywa wraz z okolicznościami. Z wiekiem, zaczęłam bardziej doceniać inne aspekty tym samym ucząc się celebrować życie takim jakim jest. Przeczytałam wiele poradników począwszy od wszystkiego co slow poprzez to co hygge, aby nieco ponad rok temu dotrzeć do sztuki tworzenia wspomnień. I chociaż ktoś może uznać, że takie książki to strata czasu, bo próbują nam wmówić, że mamy zacząć delektować się codziennością, która w gruncie rzeczy nie wygląda jak wyreżyserowany scenariusz żywcem wyjęty z Instagrama, to oczywiście ja w zupełności się z tym zgadzam. Dostrzegam jednak w tym zupełnie inne przesłanie, które myślę, że po wydarzeniach z ostatniego roku, które odbijają się na ludzkości po dziś dzień, już jakiś czas temu prawdopodobnie zrozumiało wielu z nas. 

 

Nasze życie codzienne, chociaż rzadko kiedy jest różowe, to najważniejsze co mamy. Nie dobra materialne, lecz  c z a s , który spędzamy z rodziną na rozmowie, popołudniowy spacer, zabawy z dziećmi, czy wspólne gotowanie. To właśnie te zwykłe wydarzenia dnia codziennego tworzą nasze szczęście, dlatego warto je pielęgnować. Staram się jednak w tym wszystkim odnaleźć również czas tylko dla siebie. Mam listę swoich ulubionych nazwijmy to atrakcji, w których odnajduję ukojenie, chwilę wytchnienia dających mi to małe poczucie relaksu. I chociaż to może zabrzmi banalnie, to największą radość odczuwam wtedy, kiedy z domowej roboty chałką, zawinięta w ciepły koc wertuje strony książki, albo oglądam z moim ukochanym kolejne odcinki świetnego serialu na Netflixie. Chociaż lista moich codziennych przyjemności jest długa, to dzisiaj przygotowałam dla Was kilka atrakcji na te długie zimowe dni.

BECAUSE IT IS LOCKDOWN AGAIN: MY THREE HOMEWEAR FINDS

New Year, and everything seems so old. Due to the fact that there is another lockdown here in Great Britain, I apologized again with the tracksuits (or maybe I just never parted with them, because it's winter anyway), which have recently become an inseparable element of my everyday outfit. First of all, the above-mentioned lockdown, and secondly, in winter, I spend most of my time at home, in which I prefer to wear something comfortable and warm. In today's post I have prepared for you three suggestions for a perfect set around the house. You will find in them both Polish brands, but also offers from retail stores for every budget. On Friday, however, there will be another home article, in which I hope you will find a lot of interesting things, and a review of the book I'm just finishing - I will tell you in secret that it is great!

 

. . . .

 

Nowy Rok, a wszystko jakby takie stare. Z racji, że na wyspach trwa kolejny lockdown, na nowo przeprosiłam się z dresami (a może zwyczajnie nigdy się z nimi nie rozstałam, bo w końcu i tak jest zima), które w ostatnim czasie stały się nierozłącznym elementem mojego codziennego stroju. Po pierwsze wyżej wspomniany lockdown a po drugie właściwie zimą i tak spędzam większość czasu w domu, w którym jednak preferuję nosić coś wygodnego a teraz przy okazji ciepłego. W dzisiejszym wpisie przygotowałam dla Was trzy propozycje idealnego moim zdaniem zestawu po domu. W takim wydaniu najczęściej królują u mnie neutralne kolory (biel, beż, szarości), dlatego też w oparciu o te kolory przygotowałam dzisiejsze zestawienie. Znajdziecie w nich zarówno polskie marki, ale i propozycje z sieciówek na każdą kieszeń. Natomiast w piątek pojawi się kolejny domowy wpis, w którym mam nadzieję znajdziecie wiele ciekawych rzeczy, oraz recenzję książki, którą właśnie kończę – w sekrecie zdradzę, że jest świetna!

sweatshirt // bluza - Hibou, trouser // spodnie - Hibou, silk scrunchie // jedwabna gumna - Moye, wool slippers // wełniane kapcie - Roboty Ręczne, photo frame // ramka na zdjęcie - Desenio, poster // plakat - Desenio, hand balm // krem do rąk - Phenome, soya wax candle // sojowa świeca - Senses Candle 

headband // opaska - Lui, cardigan // kardigan - Reserved, short top // krótki top - Reserved, white cotton top // biały bawełniany top - H&M, gold earring // złote kolczyki - YES, knit trousers // dzianinowe spodnie z szeroką nogawką - Reserved, knit joggers // dzianinowe spodnie - Reserved, sugar peeling // peeling cukrowy - Ministerstwo Dobrego Mydła, bath bomb // musująca kula do kąpieli o zapachu róży z glinką francuską - Ministerstwo Dobrego Mydła, cleansing paste // chałwa: pasta oczyszczająca - Ministerstwo Dobrego Mydła, book // książka - Empik, candle // świeczka - Senses Candle, slippers // kapcie - Oysho

cardigan // kardigan - H&M, top // bluzka - Oysho (obecnie na wyprzedaży), body balm // balsam do ciała - Samarite, silk scrunchie // jedwabna gumka do włosów - Dreamin, candle // świeczka - H&M, deodorant // dezodorant - Chanel, bra // biustonosz - H&M, white shorts // białe puszyste szorty - H&M, shorts // spodenki bawełniane - Oysho (obecnie na wyprzedaży), socks // skarpety - Oysho, book // książka - Empik (obecnie w promocji)



Ściskam!
M. 



THE LOOK: FIRST SNOW IN A VERY LONG TIME AND MY BEIGE COMBO


coat  // płaszcz – Zara

turtleneck and gloves // golf i rękawiczki – H&M 

 wool sweater // wełniany sweter – MLE Collection

jeans // jeansy - Mango

boots // buty - UGG


It was supposed to be a day like any other with the small exception that the weather forecast predicted snowfall (as many times in the last few days). Although I am an incurable optimist on a daily basis and I believed in snowfall as much as in everything else, the voice of reason told me not to be deceived. So imagine my surprise when, after waking up, I saw white and shiny snow outside the window. Probably now someone will bring me to the ground that these few millimeters of white pollen have nothing to do with Narnia, which appeared in Poland in recent days - yes, I saw the photo of some of you - especially Martyna (@martidamska), which made that I wanted to get on a plane and fly there, but later I remembered that I can fly, but rather with my finger on the map. Anyway, the first snow in England was, and I proudly walked the streets of our neighborhood and listened to that crunch under my shoes that reminded me of the beautiful times of my childhood. Back then it was snow that the world could not be seen!

 

Snow snow, but this post is about my outfit. So let me change the subject. I know that for many of you the trend of the sweater overcoat is a misunderstanding, but I like it very much. You know, through my years of running this website and my interest in fashion, I've learned that you don't have to take everything seriously. On the one hand, I agree that fashion is to play with, but on the other hand, I stick to the safe side of fashionable trends, choosing only what, I know that it will stay for longer, or it does not require new investments, especially in things, which in a year's time will be kitsch (this is probably why I tend to show you the same clothes over and over again). Apart from the sweater trend, this year my wardrobe benefited with the second pair of the world's “ugliest” shoes, which I personally love because I feel warm in them. I struggled for a long time with my thoughts on what colour to choose. I have had the chestnut for several seasons, so this time I wanted something darker - I had a choice of black or chocolate ones, which I finally chose. I am curious what is your approach to these shoes? Do you like / wear it or is it an absolute NO for you?

 

. . . .

 

To miał być dzień jak każdy inny z tym małym wyjątkiem, że prognoza pogody przepowiadała opady śniegu (jak zresztą już wiele razy w przeciągu ostatnich kilku dni). Chociaż na co dzień jestem niepoprawną optymistką i w opady śniegu tak samo wierzyłam jak we wszystko inne, głos rozsądku podpowiadał mi, żebym się nie łudziła. Wyobraźcie sobie zatem moje zaskoczenie, kiedy po przebudzeniu ujrzałam za oknem bielutki i lśniący puch. Zapewne teraz ktoś sprowadzi mnie na ziemię, że te kilka milimetrów białego pyłku nijak się ma do Narnii, która pojawiła się w Polsce w ostatnich dniach - tak, tak widziałam zdjęciu u kilka z Was – szczególnie u Martyny (@martidamska), które sprawiły, że miałam ochotę wsiąść w samolot i tam polecieć, ale później przypomniałam sobie, że lecieć to ja sobie mogę, ale chyba palcem po mapie. Tak czy inaczej, pierwszy śnieg w Anglii był, a ja dumnie przemierzałam ulice naszego sąsiedztwa i wsłuchiwałam się w ten chrupot pod butami, który przypomniał mi piękne czasy mojego dzieciństwa. Wtedy to były śniegi, że świata nie było widać! 

 

Śnieg śniegiem, ale tu przecież o mój strój chodzi. Pozwólcie zatem, że zmienię temat. Wiem, że dla wielu z Was trend zarzuconego na płaszczu swetra to jakieś nieporozumienie, ale mnie samej przypadł on bardzo do gustu. Wiecie, przez lata prowadzenia tej strony i zainteresowania modą, nauczyłam się, że nie wszystko trzeba brać na poważnie. Z jednej strony zgadzam się, że moda jest po to aby się nie bawić, ale z drugiej trzymam się bezpiecznej strony z modnych trendów wybierając tylko to co, wiem, że zostanie na dłużej, albo nie wymaga ode mnie nowych inwestycji, szczególnie w rzeczy, które za rok będą kiczem (pewnie dlatego najczęściej pojawiają się tu ubrania, które widziałyście już wiele razy). Pomijając już trend swetra, w tym roku w mojej szafie zagościła druga para „najbrzydszych” butów świata, które osobiście uwielbiam, bo jest mi w nich zwyczajnie ciepło. Długo biłam się z myślami na jaki kolor się zdecydować. Orzechowe mam już od kilku sezonów, więc tym razem chciałam coś ciemniejszego – do wyboru miałam czarne, albo te w kolorze czekoladowym, które ostatecznie wybrałam. Ciekawa jestem jakie jest Wasze podejście w temacie tych butów? Lubicie/nosicie, czy jesteście kategorycznie na nie? 

PHOTO DIARY


December has always been my favourite month. The period of preparation for Christmas introduces real magic to our lives, allowing us to break away from reality and forget about worries for a moment. Time spent with the family was an inseparable element which, for obvious reasons, was disturbed for many. I am lucky that in our case, we traditionally met in our permanent family circle, for which I am very grateful. This year, however, these holidays were special to me. Since Klara appeared in our lives, all events, even those everyday ones, took on new meaning. Despite all the limitations, this has been a great month in which, in some inexplicable way, I accumulated the largest number of photos in the history of articles in this series. Well, there is nothing more left for me to do but invite you to this summary filled with family warmth. I hope you will make it to its end :))

 

. . . .

 

Grudzień od zawsze był moim ulubionym miesiącem. Okres przygotowań do Świąt Bożego narodzenia, wprowadza do naszego życia prawdziwą magię, pozwalając oderwać się od rzeczywistości i chociaż na chwilę zapomnieć o troskach. Czas spędzony z rodziną był nierozłącznym elementem, który z przyczyn oczywistych, dla wielu został zaburzony. Mam to szczęście, że w naszym przypadku, tradycyjnie spotkaliśmy się w naszym stałym rodzinnym gronie za co jestem ogromnie wdzięczna. W tym roku jednak, te święta były dla mnie szczególne. Odkąd w naszym życiu pojawiła się Klara, wszystkie wydarzenia, nawet te dnia codziennego nabrały nowego znaczenia. Pomimo wszelkich ograniczeń, to był wspaniały miesiąc, podczas którego w jakiś niewyjaśniony sposób, nagromadziłam największą liczbę zdjęć w historii wpisów z tego cyklu. Cóż, nie pozostaje mi już zatem nic innego, jak zaprosić Was na tą przepełnioną rodzinnym ciepłem relację. Mam nadzieję, że dobrniecie do jej końca :)) 

Instagram

FOLLOW @MAKESITSIMPLE ON INSTAGRAM
© 2019 MAKES IT SIMPLE | All rights reserved. Contact